Jak nie szkodzić sobie wpisami w serwisach społecznościowych

Zyskać tysiące „lajków” na „Fejsie”, dziesiątki tysięcy follwersów na Instagramie lub miliony subskrybentów na własnym kanale You Tube – oto cel wielu ludzi pragnących zaistnieć w świadomości użytkowników Sieci. Inni wykorzystują portale społecznościowe do reklamowania sklepów oraz usług lub w poszukiwaniu stałej, dodatkowej, albo tymczasowej pracy. Zaś ogromna większość z nas – po prostu do utrzymywania kontaktów towarzyskich.

Zajmijmy się kwestią naszego wizerunku, który kreujemy poprzez Sieć. Jeśli poszukujesz pracy lub dodatkowych zleceń – szczerze zastanów się nad pytaniem: czy wrzucając to i owo na mój profil/kanał pomagam swojemu wizerunkowi, czy też robię sobie poważne kuku?

Pamiętaj, że trudno zachować w Internecie anonimowość – jeśli Twój potencjalny pracodawca lub zleceniodawca zechce się o Tobie czegoś dowiedzieć – zrobi to w okamgnieniu. A zobaczyć może rzeczy różne, różniste…

Szlachta nie pracuje. Przynależność do grup tego typu mogła sprawdzać się w gimnazjum i działać lajkotwórczo na nieliczne Dżesiki i Brajany – na poważnego pracodawcę podziała jak płachta na byka, więc raczej odpuść. Zastanów się – zatrudniłbyś kogoś z takim zapleczem światopoglądowym i podejściem do pracy? Taka osoba budzi w Tobie zaufanie? Zapowiada się na rzeczowego i odpowiedzialnego pracownika?

Kolejne zachowanie, które może Cię z miejsca zdyskredytować, to traktowanie grona znajomych (i nieznajomych) jak grupy wsparcia. Przykład: komuś jest źle, bo nie cierpi jesieni i  odczuwa związany z tym ból trawiący trzewia i szarpiący osnowę egzystencji…, więc dzień w dzień umieszcza jakiś smutny obrazek i pisze, że życie jest nie fair, że jest ciężko, że depresja, dół, zło i katastrofa. Przykra sprawa. Takich wpisów znaleźć można bardzo wiele, a niejeden psycholog miałby sporo do powiedzenia o poczuciu wartości osób je zamieszczających. A prawda jest okrutna – zapomnij, że pracodawców obchodzi czyjkolwiek Weltshmerz! Raczej uznają, że osoba z takim profilem to kolejny „attention-seeker” z zapędami narcystycznymi.

Zaproszenia do gier. Wczujmy się w rolę pracodawcy. Widząc, że ktoś zagrywa się układaniem diamencików, hodowaniem kapusty i tępieniem kretów na farmie, a potem jeszcze chwali się światu osiągnięciami w tych wiekopomnych dziedzinach… cóż taki pracodawca może pomyśleć? Że pracownik przyłoży się do zajęć? Wątpliwa reakcja. Raczej założy, że ma do czynienia z osobą, która w godzinach pracy będzie spędzać czas na bezproduktywnym klikaniu myszką lub zabawie telefonem.

Kompromitujące zdjęcia. Ludzie często skreślają swoje szanse na zatrudnienie umieszczając zdjęcia w żenujących, upokarzających pozach lub w idiotycznych sytuacjach. Zrobienie z siebie głupka w przestrzeni publicznej? – bezcenne! Problem w tym, że nie wzbudzisz tym zaufania potencjalnego pracodawcy.

Podobnych grzechów i grzeszków w mediach społecznościowych popełniamy więcej,  ale o tym… następnym razem.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 × 3 =