Jaką szkołę wybrać, żeby znaleźć dobrą pracę?

szkolna tablica z tematem

 

Czynników, od których zależeć będzie ta decyzja, jest całe mnóstwo – począwszy od zdolności i zainteresowań uczniów, a na ich chęciach, zaangażowaniu i możliwościach finansowych skończywszy. Ale skupmy się na tym, co ostatnimi czasy w tej kwestii sugeruje sytuacja na rynku pracy.

Kierunek – technikum!

Wielu młodych ludzi decyduje się na naukę w liceach ogólnokształcących, ponieważ planują później studia wyższe. I super – koniec końców medycyna, architektura, prawo, finanse, logistyka i transport lub inżynieria to kierunki, które dają szansę na dobrze płatną i prestiżową pracę. Gorzej z politologią, europeistyką, filozofią czy pedagogiką – tu odsetek osób, które zaraz po studiach znajdą wymarzone (i wyuczone!) zajęcie jest niewielki.

Z drugiej strony – nie każdy ma czas, zdolności, warunki i worek pieniędzy, żeby rozpocząć przygodę z uczelnią wyższą. W takiej sytuacji warto rozważyć, czy liceum ogólnokształcące to najlepszy wybór. Może lepiej udać się do technikum lub szkoły zawodowej. Tam – w stosunkowo krótkim czasie – można zdobyć wiedzę, doświadczenie, odbyć praktyki i pochwalić się dokumentem potwierdzającym, że mamy w ręku konkretny fach. Nie dziwi więc fakt, iż w 2015 roku niemal połowa gimnazjalistów decydowała się na kontynuowanie nauki w tego typu szkołach.

Doświadczeni mają łatwiej.

Studenci też czują pismo nosem i poszukują możliwości zdobycia doświadczenia. Chętnie zostają stażystami (nawet nieodpłatnie) w różnych firmach, dorywczo pracują lub udzielają się w wolontariacie. Wszystko po to, by móc pochwalić się w CV, że praca i współpraca z ludźmi nie jest dla nich jedynie podręcznikową teorią.

Ciekawie opisują to zjawisko liczby w badaniu przeprowadzonym przez agencję SW Research.  Z raportu „Student w pracy 2016” wynika, że po zajęciach dorabia prawie 60 procent studenckiej braci. Dla połowy tej grupy okresem dorywczej pracy są wakacje, a 30 procent ma już stałą pracę. Ponad 40 procent żaków zaczęło zarabiać już na pierwszym roku! Co ciekawe – mniej niż połowa z nich pracuje w swoim „wyuczonym” zawodzie.

Ostatnie słowo ma rynek.

Firmy obecnie walczą o pracowników dobrymi warunkami, płatnymi stażami, ciekawymi szkoleniami, lepszą pensją i mnogością dodatków. Wykształcenie powoli przestaje być najważniejszym czynnikiem decydującym o zatrudnianiu – coraz częściej zaś liczą się umiejętności i doświadczenie. Potrzeba pracowników z fachem w ręku – osób z wykształceniem technicznym/zawodowym i z konkretnymi umiejętnościami twardymi. Warto wziąć to pod rozwagę w obliczu wyboru szkoły i kierunku kształcenia.

 

 

Jak nie szkodzić sobie wpisami w serwisach społecznościowych cz. II

socjal_edia

Wizerunek, który kreujemy poprzez Sieć, często stanowi skuteczną reklamę naszej skromnej osoby. Dobrze i ciekawie podane informacje mogą nam pomóc w znalezieniu pracy lub dodatkowych zleceń. Ale nie wszystko złoto, co się świeci – niektóre wpisy oraz zdjęcia potrafią zepsuć nam opinię i pogrążyć nas w oczach potencjalnych lub obecnych pracodawców.

Do takich „wtop” można zaliczyć:

  1. Obraźliwe komentarze i opinie. Każdy ma prawo do wyrażania opinii na rozmaite tematy, a przestrzeń Internetu jest wymarzonym do tego medium. Pewnie są rzeczy, osoby i zjawiska na które patrzysz z przychylnością , ale są i takie, które szarpią Ci nerwy. Jeśli nie chcesz zniszczyć sobie dobrej opinii, staraj się wyrażać poglądy w kulturalny, przemyślany i wyważony sposób. Fanatyzm, obraźliwe słowa, pogarda i niechęć do innych nie są najlepszymi nośnikami pozytywnego wizerunku.
  2. Wrzucanie zdjęć będąc na „chorobowym”. Masz prawo zachorować i poleżeć z gorącą herbatką w cieple domowych pieleszy. Ale już robienie numerów pod tytułem – umieram na grypę, ale w tym samym czasie pląsam sobie na parkiecie na weselu kuzyna i potem wrzucam fotkę na profil, żeby w komentarzach poczytać jakim to jestem mega hiper tancerzem – to chwyt poniżej pasa. Pracodawca za takie akcje nie daje podwyżki! A i ZUS nie przyznaje za to medali!
  3. Krytykowanie pracodawcy. Nie ma ludzi doskonałych, więc i Twój szef czasami da Ci powody do kręcenia nosem. Ale jeśli zależy Ci na pracy i szacunku ze strony przełożonych oraz dla samego siebie – to staraj się przymknąć oko na niewielkie uchybienia Twojego pracodawcy. Chyba, że jest tyranem i przykuwa Cię do biurka lub każe kopać rowy łyżką do butów – wtedy wiej jak najdalej. Ale nie obsmarowuj szefostwa ani kolegów z pracy na publicznym forum. Chyba, że chcesz problemów natury prawnej – pozwu o zniesławienie lub o ujawnienie tajemnicy biznesowej.

I to by było na tyle. Pamiętaj, że nie jesteś anonimowy w Internecie i Twoje komentarze, zdjęcia, gry i grupy zainteresowań wiele o tobie mówią. Jeśli masz jakiekolwiek wątpliwości czy coś pisać lub udostępniać – dwa razy się zastanów! O dobrą opinię wśród pracodawców i zleceniodawców trzeba się mocno starać. A jednym nieprzemyślanym wpisem można ją stracić!

 

Era copywritera, czyli o mądrej sprzedaży słów kilka.

„Looodyyy, lody, looodyyy” – krzyczy pan z przenośną lodówką gdzieś na plaży w Sopocie… Reklama niewyszukana, cena towaru mocno zawyżona, ale klientów przyciąga. Tam gdzie jest podaż i popyt, tam jest okazja zarobić.

Problem w tym, że obecnie coraz trudniej jest się przebić z ofertą, która zapewni pozyskanie klientów i zysk. Nawet bardzo dobry produkt czy usługa potrzebuje odpowiedniej i przemyślanej reklamy, żeby zaistnieć w świadomości konsumentów. Rozpoznawalna marka, która cieszy się uznaniem – oto marzenie każdego przedsiębiorcy i producenta, od Zakopanego po Bałtyk.

I tu na scenę wkracza copywriter. Często kojarzony jest jako autor tekstów i sloganów, ale praca copywritera to o wiele więcej. Zajmują się oni tworzeniem materiałów promocyjnych, opracowywaniem ich szaty graficznej, tworzeniem tekstów, pisaniem scenariuszy filmów reklamowych i radiowych spotów. W poszukiwaniu dobrych pomysłów analizują dane rynkowe, badają zachowania konsumentów, korzystają z wiedzy psychologicznej i z bogatej wyobraźni – tacy współcześni ludzie Renesansu.

Kto może zostać copywriterem?

Może to zabrzmi banalnie, ale jeśli lubisz czytać, jesteś ciekawy świata, ludzi i nowych informacji, a przelanie myśli na papier/klawiaturę nie sprawia Ci trudności – to może być praca dla Ciebie. Ważne, żeby nie bać się wyzwań i solidnie poznać temat.

Nie musisz od razu szukać zatrudnienia w agencji reklamowej lub wydawnictwie. Wielu copywriterów pracuje jako tzw. wolni strzelcy (ang. freelancers). Niektórzy tworzą wyłącznie treści na strony internetowe, w tym teksty mające pomóc w pozycjonowaniu stron (tzw. SEO copywriterzy). Z początku mogą to być treści blogów, artykułów sponsorowanych lub firmowych ulotek i broszur. Pisanie takich tekstów pomaga oswoić się z różnymi stylami, wzbogaca słownictwo i pomaga stworzyć ciekawe portfolio, którym możesz przekonać firmy do stałej współpracy z Tobą.

Gdzie szukać zleceń?

Istnieją portale, które skupiają zleceniodawców i freelancerów. Pracodawca przedstawia stawkę i termin wykonania, a poszukujący zlecenia przedkładają swoją ofertę. Jeśli warunki odpowiadają każdej ze stron to…do pracy przystąp! Trzeba jednak odrobinę wyobraźni i starań, by zleceniodawca Cię zauważył, co samo w sobie bywa dobrym testem Twoich możliwości jako pomysłowego copywritera. Zleceń możesz szukać także w portalach z ogłoszeniami o pracę stałą lub dorywczą (np. www.ifucha.pl), forach tematycznych lub w firmach, które stale zatrudniają Seo copywriterów.

Słowo podsumowania

Mądrość ludowa rzecze, iż „nie od razu Kraków zbudowano” – droga do bycia copywriterem może być długa i wyboista. Ale warto spróbować! Jest to świetny sposób na dorobienie do domowego budżetu, a nawet na źródło konkretnych dochodów!

 

 

 

 

Polak dorabia- porażka, czy zaradność?

Według najnowszych danych GUSu aż półtora miliona Polaków poza etatem ma dodatkowe źródło dochodu. Dlaczego Polak dorabia? Bo musi. Każdy ma inną historię: pensja z etatu nie wystarcza do 1-go, zaciągnięty kredyt na duży procent, nagłe wydatki itp. Co myślimy o tych, którzy pracują dodatkowo? Tutaj pierwsze skojarzenie narzuca się samo — „trzeba sobie jakoś w życiu radzić”; niewielu uznaje to za sukces. Nie lubimy się przyznawać do pracy „po godzinach”. A przynajmniej tak było do tej pory. Dlaczego warto zmienić podejście do pracy dodatkowej? Oto kilka powodów:

  • Według prognoz za parę lat pełny etat stanie się reliktem. Będziemy zatrudniani do konkretnych zleceń, na konkretny termin. Co najważniejsze, będziemy woleli w ten sposób pracować, bez wiązania się na stałe z jednym szefem! Może warto już teraz iść zgodnie z tym trendem?
  • Zaradność wg. definicji SJP „umiejętność radzenia sobie w różnych sytuacjach; obrotność, przedsiębiorczość”. Czy ta definicja nie pasuje do kogoś, kto korzystając z wolnego czasu, poszerza swoje umiejętności, podejmuje nowe wyzwania i dzięki temu kontroluje swój domowy budżet?
  • Wyjście awaryjne— twoi koledzy boją się zwolnień, a ty jesteś spokojny, bo przecież etat to nie twoje jedyne źródło dochodu!  zmniejszasz ryzyko, zwiększasz niezależność!
  • Wystarcza na zachcianki— czy dorabianie musi się kojarzyć z walką o przetrwanie? Może przeznaczę kilka dni w miesiącu na pracę dodatkową, a to, co dzięki temu zarobię przeznaczę na remont sypialni, wymarzone wakacje, lepsze auto?

Sprawdź się! Pracujesz wiele lat u jednego pracodawcy, w firmie nic cię nie zaskoczy? Może warto wykorzystać pracę dodatkową do rozwinięcia swoich umiejętności, sprawdzenia się w innym fachu, potraktować jako element rozwoju zawodowego? Badania rynku pracy pokazują, że ponad połowa z nas ma poczucie, że nie rozwija się na obecnym stanowisku. Praca „po godzinach” może stać się twoim hobby! Skoro wiemy już dlaczego warto, powiedzmy kilka słów jak to zrobić by dorobić! Najpierw zastanów się nad swoimi umiejętnościami. Nie tylko tymi zawodowymi. Oceń te, które wykorzystujesz na co dzień w domu. Czego szukają ludzie w twojej okolicy? Czego możesz się szybko nauczyć? Następnie wejdź na nowy Portal łączący pracodawców i pracowników skupiony TYLKO na pracy dorywczej www.ifucha.pl i w prosty sposób dodaj bezpłatne ogłoszenie! Może to, co było dodatkiem stanie się twoim sposobem na życie?

Śledzimy trendy – dodatkowa praca po godzinach

Dorabianie staje się w Polsce coraz bardziej popularne. I bardzo dobrze! Praktycznie każdy z nas posiada jakieś talenty i umiejętności-dlaczego nie wykorzystać ich żeby zarobić kilka dodatkowych złotych? Jeśli mamy wolny czas i odrobinę chęci,  dość szybko przekonamy się, że łączenie pasji z czystym pragmatyzmem jest świetnym sposobem na realizację własnych marzeń.

Dlaczego dorabiamy? Najczęściej z powodu rosnących kosztów życia. Piętrzące się na stole rachunki szybko i skutecznie drenują portfele, a pensja przestaje wystarczać na pokrycie comiesięcznych wydatków. Gdy za wzrostem kosztów  utrzymania nie idą wzrosty wynagrodzeń łatwo jest popaść w finansowe kłopoty. Czarny scenariusz wygląda następująco: brakuje do pierwszego, więc najpierw pożyczamy od rodziny lub znajomych. Dług ciąży nad głową jak katowski topór. Spłacenie go to sprawa honoru i dobrej opinii, więc…szukamy oferty firmy, która pożyczy pieniądze na atrakcyjnych warunkach. I znajdujemy! Od razu! W skrzynce na listy, na plakacie, w Internecie – tylko brać i zapomnieć o problemach! Mimo ładnie brzmiących sloganów o braku dodatkowych opłat, kwestii BIKu i o innych ułatwieniach, klient staje twarzą w twarz z  jednym prostym faktem – pożyczone pieniądze trzeba oddać i to z wysokimi odsetkami! W obliczu takich wyzwań, wiele osób postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i podreperować domowy budżet biorąc tzw. „fuchy”.
Fucha – tylko jaka? Dobre pytanie. Doradcy zawodowi podkreślają, że trzeba znać swoje mocne i słabe strony i w odpowiedni sposób je wykorzystać. Często słyszymy lub czytamy o osobach, które chętnie dorabiają dzięki swojemu hobby. Przykłady  można mnożyć: pieczenie ciast, drobne naprawy krawieckie, robienie biżuterii, opieka nad dzieckiem lub osobą starszą,  korepetycje. Każdy taki pomysł na siebie to podwójny zysk – robimy coś, co sprawia nam autentyczną przyjemność i zarabiamy pieniądze. Dodatkowo, jeśli jesteśmy solidni i godni zaufania, szybko możemy spodziewać się kolejnych klientów.

Gdzie się zareklamować? Najczęściej zaczyna się od rodziny, przyjaciół i współpracowników. Informacje przekazane ‘pocztą pantoflową’ szybko się rozchodzą, ale mają ograniczony zasięg. Dlatego warto sięgnąć po narzędzia oferowane przez Internet. Portali, serwisów, tablic ogłoszeń i forów dyskusyjnych w Sieci znajdziemy bez liku. Problem w tym, że nasza oferta może  zginąć w gąszczu dziesiątek podobnych ogłoszeń. Dobrze jest odwiedzić stronę, która ułatwia potencjalnym zleceniodawcom i  pracodawcom znalezienie odpowiedniej osoby do wykonania pracy. Takim pomocnym narzędziem jest, stworzony niedawno  w Jeleniej Górze, portal pracy dorywczej ifucha.pl. Działa on na prostej zasadzie – osoby szukające „fuchy” określają, jakie usługi oferują i ile kilometrów od danej miejscowości chciałyby się ich podjąć. Mogą podać cenę usługi, określić rodzaj umowy,  doprecyzować termin, a także napisać kilka słów o sobie, posiadanych uprawnieniach i oczekiwaniach. Podobne dane  wprowadzają zleceniodawcy. A całą resztą zajmuje się wyszukiwarka fuch. Gdy znajdujemy interesujące nas zlecenie/odpowiedniego pracownika, serwis ifucha.pl pozwala skontaktować się z wybraną osobą mailowo lub telefonicznie. To intuicyjne i wygodne narzędzie, które poszukującym dodatkowej pracy pozwala zaoszczędzić
czas i energię.

Czy fucha oznacza nielegalnie?

Czy możesz wykonywać usługi, nie zakładając firmy? Wielu myśli, że świadcząc drobne lub okazjonalne usługi- naprawy, konserwacje, prace fizyczne, prace informatyczne- musi robić to na ‘czarno’.

„A nie musi?!”

NIE- Pomijając cytaty z Kodeksu Prawa Cywilnego (art. 627-646), osoba chcąca świadczyć konkretną usługę, może to zrobić na podstawie UMOWY O DZIEŁO. Co ważne, umowa ta nie podlega obowiązkowi ubezpieczeń społecznych.

TAK- możesz legalnie dorabiać, nie prowadząc firmy! ŻADNEGO ZUSu!

Relacja w umowie o dzieło może występować w następującym układzie:
1. osoba fizyczna – osoba fizyczna (wtedy składając roczny PIT wpisujesz dochód z umowy o dzieło w rubryce dochodów z innych źródeł)
2. firma – osoba fizyczna (w takiej sytuacja to firma zlecająca Tobie wykonanie usługi odprowadzi podatek i wystawi PIT na koniec roku)

Co jeszcze powinieneś wiedzieć?

Nie daj się wpakować w tę umowę, jeżeli praca ma polegać na samym wykonywaniu jakieś pracy (np. na obsłudze klienta). Umowa o dzieło musi mieć określony efekt końcowy (rezultat, np. skopany ogródek), będący podstawą do wypłacenia pieniędzy.

KONKLUZJA: potrzebujesz dorobić, zarobić? Jesteś freelancer’em i nie lubisz składek ZUS? Masz firmę, ale pracownika potrzebujesz okazjonalnie? Zrób to legalnie!